czwartek, 29 stycznia 2015

Gardeners’ World, Edycja Polska – recenzja

nowe pismo ogrodnicze, recenzja pierwszego numeruOd strony Wysp Brytyjskich powiało grozą. Kierunek migracji Polska - Anglia odwraca się i tym razem to Brytyjczycy szturmują nasz rynek. Pierwszy numer kultowego czasopisma ogrodniczego Gardeners’ World doczekał się w końcu polskiego wydania! Miałem nadzieję, że zdeklasuje wszystkie inne magazyny w swojej kategorii, ale pomyliłem się. On utworzył dla siebie całkiem nową kategorię...







... i w tej kategorii zapewne pozostanie sam jeszcze przez długi czas, chociaż i tutaj  chciałbym się mylić. Ale na to się na razie nie zanosi.

Perły przed wieprze


Będzie to nietypowa recenzja pisma, ponieważ w ogóle nie dotyczy tego, co znajduje się w jego pierwszym numerze. Po pierwsze, nie miałoby to większego sensu, bo na 150-ciu stronach mieści się tyle treści, ile w innych branżowych magazynach publikuje się przez cały rok. Jest to tak solidna lektura, że decyzja o wydawaniu pisma jako dwumiesięcznik jest w pełni uzasadniona. Po drugie, najważniejsze i tak nie są tematy publikacji, ale to w jaki sposób zostały one podane. Przecież, w gruncie rzeczy, w ogródku czy na działce co roku dzieje się to samo, czyż nie? A pisma ogrodnicze wciąż o tym samym piszą, tylko na różny sposób. I w tym sposobie tkwi tajemnica sukcesu Gardeners’ World, którego wybiera 64% wszystkich czytelników prasy w tym segmencie tematycznym w Wielkiej Brytanii i który teraz wchodzi także na polski rynek. I który także niedługo podbije.

Początkowo miałem wrażenie, że cena 12 zł będzie nie do przeskoczenia dla polskich czytelników, bo to przecież w naszym klimacie może być wciąż stawką za godzinę pracy, a czasem i więcej. Póki co jest to jednak wydatek raz na dwa miesiące, a wydawnictwo przygotowało promocyjną prenumeratę, gdzie za 6 numerów zapłacimy 36 zł, czyli połowę. Taka oferta, biorąc pod uwagę stosunek ceny do zawartości, to jak kupienie sztabki złota za garść cebuli. I podobnie jak złoto, to inwestycja na lata – stare numery jeszcze długo będą stanowić kompendium wiedzy, do którego warto wracać a nie zbiór plotek o niemodnym w tym sezonie kolorze płatków.


Ekspert z (ludzką) twarzą


polskie czasopismo ogrodnicze
Eksperci zyskują oblicze, po raz pierwszy w polskiej prasie ogrodniczej


Alan Titchmarsh, Monty Don, Carol Klein – to osobistości ogrodniczego półświatka, znane i lubiane zarówno z prasy jak i telewizji i to nie tylko na wyspach, a na całym świecie. Niektóre z prowadzonych przez nie programów telewizyjnych transmitowane były nawet przez polską telewizję, kiedy ta jeszcze udawała, że ma misję (np. Jak zostać ogrodnikiem? Alana czy W 80 ogrodów dookoła świata Monty'ego). Teraz mamy także okazję przeczytać ich ogrodnicze opowieści po polsku. Autorytety z ogromnym doświadczeniem i umiejętnością opowiadania o swoim fachu w zajmujący sposób to wciąż u nas gatunek wymarły, czekający na odrodzenie jak dinozaury z Parku Jurajskiego. Mam nadzieję, że wkrótce to nastąpi a tym, którzy staną na czele ogrodniczej rewolucji podobnie jak dinozaurom – nie zabraknie solidnego pazura.

Tymczasem możemy się przekonać jak to wygląda w wydaniu brytyjskim. Od pierwszych stron uśmiechnięci Alan, Monty i Carol zapraszają nas do własnych ogródków, sprzedają ciekawe historie i to właśnie ich zapamiętujemy najbardziej. Co ciekawe, podobny sposób prezentacji treści (poprzez twórców których naprawdę mamy szansę zobaczyć, polubić i zapamiętać) nie występuje jak dotąd w żadnym innym polskim piśmie ogrodniczym. No, bo powiedzcie z ręką na sercu, czy czytacie jakiś ogrodniczy magazyn dla konkretnego autora materiałów? A ilu z nich potraficie wymienić chociażby z nazwiska i powiedzieć o nim coś poza tym, że jest „ekspertem” w tym piśmie?

Swoje pierwsze kieszonkowe też wydawałem na nasiona, więc rozumiem Alana doskonale ;)

Osobiście uwielbiam Alana i jego zwariowany tupecik (treskę) i nawet jeśli będzie w kółko opowiadał jak posiać rzodkiewkę to i tak będę chciał go słuchać i czytać bo wiem, że za każdym razem zrobi to w niepowtarzalny i fascynujący sposób.


Sorry Gregory


Trzeba przyznać, że tłumaczenia materiałów zostały przygotowane nie tylko perfekcyjnie, ale i z poczuciem humoru. Dopiski typu Sorry, ale taki mamy klimat pomagają w przeniesieniu oryginalnych tekstów na polski grunt i prawidłowym ich zrozumieniu. Bo przecież sezon ogródkowy zaczyna się na wyspach nieco wcześniej, a klimat bywa tam bardziej wyrozumiały dla roślin. I w ogóle jest lepiej; w końcu milion polskich emigrantów nie może się mylić.



W każdym przypadku, kiedy mowa jest o terminach siewu, sadzenia, dojrzewania czy zbioru podane zostały jednocześnie oryginalne informacje (opracowane dla wydania brytyjskiego) jak i polskie odpowiedniki. Podobny trik zastosowano jeśli chodzi o dostępność niektórych odmian w sprzedaży na naszym rynku. Zupełnie się tego nie spodziewałem i wiem, jak wiele pracy takie dostosowania tłumaczonego tytułu wymagały. Well done.


Dodatkowa lekcja zaklęć

Zdjęcie porażone pikselozą
Debiutujące na naszym rynku pismo nie uniknęło też drobnych wpadek, które na szczęście są jeszcze zupełnie do wybaczenia. Niektóre fotografie dopadła wyjątkowo paskudna choroba – pikseloza. Powoduje ona, że wydrukowane zdjęcia zamieniają się w zbiór pikseli, które można zobaczyć gołym okiem. Z zainfekowanych zdjęć lepiej byłoby zupełnie zrezygnować niż je publikować w takiej formie, żeby nie narażać się na śmieszność, która tak uznanemu tytułowi nie przystoi. Wierzę, że ta drobna gafa jest jednorazowym potknięciem związanym z goniącymi terminami i kolejne numery pisma nie będą pikselozą zainfekowane. I... że nigdy więcej dalie nie zostaną pomylone z cyniami :)

To, że magazyn przed wejściem na rynek był ogłaszany pod inną nazwą (Garden – ogród po angielsku), która została zmieniona w ostatniej chwili dla mnie nie stanowi żadnego problemu. Tym bardziej, że na specjalnej wkładce wydawca od razu się z tej zmiany wytłumaczył i przeprosił. Dziwi mnie natomiast ciągły brak własnej strony internetowej i fejsbukowego fanpejdża. Powiązanie z Zielonym Ogródkiem, czyli ogrodniczym portalem wydawcy nie jest takie oczywiste dla niezorientowanych w temacie czytelników, mimo że wszystkie (i jedyne!) reklamy jakie znalazły się w pierwszym numerze polskiej edycji magazynu polecają ten właśnie portal.

Tych kilka dodatkowych machnięć różdżką, które trzeba jeszcze wykonać nie zmienia faktu, że Gardeners’ World, Edycja Polska to magazyn, które od startu pierwszego numeru pozostawia w tyle cały czołgający się peleton pozostałych pism. Chyba będę musiał przestać narzekać tak jak kiedyś...

I tylko szkoda, że to co najlepsze po raz kolejny zostało sprowadzone z zagranicy. W końcu... i nam pomysłów i możliwości nie brakuje, by stworzyć coś wartościowego, prawda?

Cały pierwszy numer pisma można przeglądnąć tutaj.

20 komentarzy:

  1. A mnie to pismo nie powaliło. Sorry taki mamy klimat więc po co prezentować mahonię 'Charity', która wymarza w większej części Polski.

    OdpowiedzUsuń
  2. nie zgodze się z powyższą opinia. w 100% wydawcy Polscy nie mogą zmieniać odmian w tekstach, zmieniło by to sens artykułu a także naruszałoby prawa autorskie samych autorów. pamiętajmy że to pismo jest zagraniczne i na tylko Polska licencję na wydawanie a nie tworzenie i wykorzystywanie tytułu służącego jakoby renoma sama w sobie. na naszym rynku brak jest prasy na takim poziomie, a "ogrodnicy" występujący w tv i poziom ich wiedzy to profanacja sztuki ogrodniczej. reasumując cieszmy się że możemy korzystać z rad prawdziwych profesjonalistów i pasjonatów a nie tylko oglądać ładne buzię w tv i opony w ogrodach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sens artykułu jest żaden, możemy równie dobrze pisać o uprawie dieramy. Rada profesjonalisty będzie się sprowadzała do tego że w Polsce należy ją hodować jako roślinę tarasową ( dieramy prowadzone w donicach raczej nie kwitną ). Wyboru tekstów trzeba dokonywać z głową, tym bardziej że pierwszy polski numer to tzw. składanka ( teksty z różnych numerów ). Zobaczymy co będzie dalej.

      Usuń
    2. no i tu pojawia się pytanie czy i na ile polscy wydawcy będą mieli możliwość na dokonywanie zmian, w celu wyeksponowania tych roślin, które dają rade w naszym klimacie a resztę traktować jako ciekawostkę. dobrze by było choć zdaje się, ze BBC tego nie lubi.
      acha, w oryginalnej wersji jest krzyżówka ;)
      dla ciekawskich, oryginał można przejrzeć tutaj a jak kto potrafi to może sobie go ściągnąć.
      http://issuu.com/tigerrag1066/docs/gardenersworld201501

      Usuń
  3. trzeba od razu zaznaczyć, ze polskie wydanie nie jest dokładną kopia wydania angielskiego. różni się okładką i zawartością. są w nim artykuły zeszłoroczne jak i z aktualnego wydania, choć niektóre okrojone lub przeredagowane.
    wydaje mi się, ze ten pierwszy numer miał za zadanie pokazać możliwości i kierunek pisma, niedoróbki graficzne i pomyłki składam na karb pospiechu, pismo ukazało się z prawie miesięcznym opóźnieniem (BBC zażyczyła sobie wglądu do numeru). w pierwszym numerze prawie nie ma reklam, bez nich pismo nie pociągnie, ciekawa jestem czy zostanie utrzymany profil reklam, w
    wydaniu angielskim reklamują się firmy ogrodnicze, producenci roślin, narzędzi, szklarni, etc., NIE MA reklam chemii.
    dobrze by było, żeby pojawiły się rodzime artykuły, fachowców-pasjonatów a nie przypadkowych pan z tv. nigdzie nie znalazłam nazwisk tłumaczy a stopka redakcyjna głosi, ze jest to "Garden – ogród po angielsku" ;)
    wydanie cyfrowe kosztuje 8 zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak reklam wszędobylskiej chemii byłby zbawieniem. Naszą prasę ogrodniczą dofinansowują Bayer i spółka, więc co krok w artykułach wzmianki o chemicznych sposobach na choroby i szkodniki, a obok reklamy danego środka.
      Mnie się to pismo podoba, bo mimo niedociągnięć jest inne, ale w taki pozytywny sposób. Z pewnością wyróżnia się na tle większości wydawanych u nas pisemek na poziomie naj i życia na gorąco.

      Usuń
  4. bardzo, bardzo, bardzo szkoda że nie ma jednak czasopism polskich - ok, zgadzam się, że w angielskiej prasie i w tv i ogólnie cały temat ogrodów przedstawiony jest zylion razy lepiej niż w naszeym kraju, ale wiem z doświadczenia że nie da się przecieść angielskich ogrodów do Polski i porady nie pasują do naszego klimatu ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się Kasiu, z Tobą. Pewnie, że ty wiesz najlepiej że trudno doświadczenia angielskie przenieść in extenso na grunt polski.
      A co do nazwisk - to jedno z nich widać w poście powyżej. Wymieniłabym też Beatę Gawryszewską - klasę samą w sobie. Ona o niczym potrafi napisać z pasją.
      W "Gardenerze" cieszy mnie najbardziej sposób pisania o ogrodach i ogrodnictwie; bez napuszenia, wydumania, z odwołaniem się do osobistych doświadczeń. Lekko i fachowo.

      Usuń
  5. Czyli recenzja pozytywna:) Przyklasnę, o czym już napisałam u siebie. Moim zdaniem można część z tych roślin wprowadzić do polskich ogrodów. Problem jednak nie do końca leży w samych gatunkach - można je wszak zastąpić innymi, podobnymi. Tutaj chodzi o podejście do kwestii zaprojektowania ogrodu - choćby samemu, ok - byle nie było to wsadzanie byle czego i byle gdzie!!!
    GW zaprenumeruję, kolejny numer z pewnością będzie świetny - wiosenny i dla wygłodniałych ogrodników jak balsam na duszę:) - przygarną wszystko co pozwoli im zanurzyć się w ogrodzie, pograbić i posiać co nieco. Zobaczymy co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Obejrzałam sporo programów z Alanem i nigdy nie zauważyłam, że ma treskę! A myślałam, że jestem spostrzegawcza ;-) To jedynie świadczy na korzyść o jakości jego programów. A na poważnie - też bardzo czekałam na to pismo i mimo drobnych niedociągnięć, czy ograniczeń dotyczących różnic klimatycznych czytam je z ogromną przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja dodam do tego co napisano powyżej, obawę o utrzymanie się na rynku, gdzie jednak większość osób kupuje pisemka za 2-3 złote, w których nic nie ma. Obawiam się, że nasza grupa, osób o wysokich oczekiwaniach może być zbyt mała. Myślę ciągle z żalem o "Zieleń to Życie", która upadła...
    Gardener's World to jedno z nielicznych psim, z którego dowiaduję się czegoś nowego, ale obawiam się, że większość kupujących pisma lubi po prostu oglądać ładne obrazki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieje, ze rok pociągną. kupiłam roczna prenumeratę :D
      BTW, oczywiście nie ma informacji o nakładzie. bardzo skromna i okrojona jest ta stopka redakcyjna i to nie za bardzo mi się podoba :/

      Usuń
  8. Zaprenumerowałam, przeczytałam i......kocham " Działkowiec" Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzień dobry !
    Ciekawy blog ! Zapraszam również na moją stronę o ogrodnictwie: www.ogrodek.pl
    pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  10. Zarowno gazeta jak i cala seria programow Gardeners World daje wiecej niz wszystkie wydane numery dzialkowca razem wziete, poza tym w/w czasopismo czyta sie jak dobrą powieść a prase typu dzialkowiec czy magnolia-kilka artykułów

    OdpowiedzUsuń
  11. przecież warto poszerzać horyzonty...jestem oczarowana profesjonalizmem,urokiem-nie urodą prowadzących ,naturalnością nawet upapraniem ziemią.Czujemy ,że ci ludzie wiedzą o czym mówią i robią to pięknie bez mizdrzenia się do czytelników,udawania mędrców itp.Cieszmy się,że wielkie
    ogrodnictwo angielskie staje się nam bliższe.Pozdrawiam wszystkich,którzy mają zielono w głowie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nigdy nie miałam okazji jeszcze czytać czasopism o ogrodnictwie, ale faktycznie można na pewno w nich znaleźć bardzo dużo cennych porad. Osobiście na ten moment jestem zdania, że potrzebuję zakupić wertykulator spalinowy https://garden-system.pl/spalinowe-c171 i jak dla mnie jest to dość ważna kwestia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z pewnością takie porady są niezwykle ważne i ja jestem zdania, że warto jest także wiedzieć co robić w naszym ogrodzie. Jak dla mnie samo nawadniania zieleni jest istotną kwestią. Jeśli chodzi o sprzęt to ja zamawiam go z https://www.podlane.pl/ i jest to moim zdaniem najlepszy wybór.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...