środa, 11 marca 2015

Pałczycha kroplista - mistrzyni metamorfoz

Powiedz o niej, że jest dziwna, a odbierzesz jej cały charakter. Nazwij ją pięknością, a zostaniesz na przyjęciu sam. Skomentuj, że jest brzydka, a po głowie dostaniesz ode mnie. Metamorfozą, którą przechodzi co roku wprawiłaby w osłupienie nawet Agnieszkę Chylińską, a postać zmienia częściej niż Palikot partie. To pałczycha kroplista – roślina kameleon.










Pierwszą bulwę pałczychy kroplistej przywiozłem z targów Gardenia 2014, gdzie sprzedawano ją pod nazwą dziwadło. Nie było to dalekie od prawdy, bo jak się później przekonałem roślina ta jest rzeczywiście niezłym dziwolągiem, podejrzewam natomiast że ktoś miał raczej na myśli dziwidło, do którego pałczycha jest trochę podobna. O dziwidle olbrzymim głośno jest co jakiś czas, kiedy w ogrodach botanicznych na całym świecie zakwitają jego rzadkie egzemplarze, a najwięcej sławy przynosi mu etykietka największego kwiatostanu na świecie. Ale nie ekscytujmy się zanadto, bo dziwidło dziwidłem, zombie zombie zombie, a pałczycha z tym całym zamieszaniem ma niewiele wspólnego. Może poza kilkoma momentami grozy, które precyzyjnie dawkuje przez cały sezon.

Przebudzenie Mocy

bulwa pałczychy

Do życia pałczycha zaczyna budzić się wczesną wiosną – w marcu lub kwietniu, w zależności od warunków w jakich była przechowywana. U zimowanej w temperaturze pokojowej bulwy pierwsze oznaki aktywności można dostrzec nawet w lutym. Z ziemniako-podobnego tworu zaczyna wtedy wykluwać się spiczasty pęd, który niemalże rośnie w oczach. Znaczy to nie mniej, nie więcej tylko jedno: zbliża się pora kwitnienia, kryj się kto może. Mieczowaty pęd to właściwie tylko pąk z którego wkrótce wyłoni się kwiat. Wierzcie lub nie, ale na tę chwilę warto poczekać. A doczekawszy się jej – uciekać gdzie pieprz rośnie lub zaopatrzyć siebie i całą rodzinę w maski tlenowe. Bo pałczycha to prawdziwa artystka i w każdym kulminacyjnym momencie show musi narobić zamieszania. Zanim jednak kwiat pokaże się w pełnej krasie warto wiedzieć, co z taką bulwą zrobić. Od chwili rozpoczęcia wyrastania do pełnego rozwoju pąka można, właściwie, nie robić nic. Co najwyżej – znaleźć dla pałczychy odpowiednio wyeksponowane w domu miejsce. Bulwa jest w stanie wyżywić kwiat bez podłoża, bez wody i bez wypuszczenia chociażby jednego korzenia. Cały ten proces przechodzi na jednym wdechu. Można jednakże posadzić bulwę od razu do doniczki bo zapewni to stabilność i oparcie dla kwiatu i roślina nie będzie się przewracać. Dodatkowo dostanie więcej czasu na zakorzenienie się przed kolejną przemianą.




Gnijąca Panna Młoda

Nadchodzi w końcu ten wyczekiwany dzień, w którym kwiat się otwiera. Od chwili, kiedy bulwa zaczęła kiełkować minął około miesiąc a w tym czasie pąk urósł do wysokości nawet 50 centymetrów. Wydłużył się znacznie i przybrał kształt pokaźnej włóczni. Teraz powoli się rozwija, zaczynając od swojego wierzchołka. Końcówka pochwy kwiatu opada rozsuwając się jak błyskawiczny zamek do miejsca gdziś po środku kolby, w którym znajdują się żółtawe pylniki i niewidoczne z zewnątrz kwiaty żeńskie. Pałczycha lubi mocne wejścia i skupianie na sobie uwagi, dlatego natychmiast będziecie wiedzieli, że właśnie stało się coś ważnego. Otwarcie się kwiatu zainauguruje potężny i intensywny smród, rozchodzący się po całym mieszkaniu. Uczczenie tego wydarzenia śmiało można rozpocząć od ewakuacji domowników i szerokiego otwarcia wszystkich okien. Wydzielany przez pałczychę aromat, podobnie jak w przypadku stapelii, przywodzi na myśl gnijące mięso lub padlinę a w zamyśle rośliny zapewne i jedno i drugie. Pałczycha na ucztę zaprasza nie pszczoły czy motyle, ale muchy, które ją zapylają. Specyficzny zapach został zatem dobrze zaplanowany, podobnie jak kolor kolby kwiatostanowej, przyozdobionej w liczne brązowo-beżowe cętki. Wszystkie te elementy przywabiają muchy, mając im do powiedzenia tylko jedno: jestem kawałkiem zepsutego mięsa, za którym tak przepadacie. Koniecznie wpadnijcie z wizytą!

kwitnąca pałczycha kroplista



Obcy - decydujące starcie

liść pałczychy kroplistej

Jeśli przetrwaliście pierwszy dzień kwitnienia, jesteście na dobrej drodze by zobaczyć co jeszcze pałczycha ma w zanadrzu. Kwiat po kilku dniach zaczyna stopniowo zasychać i łatwiej z nim wytrzymać w jednym pomieszczeniu. Na tym etapie wzrostu bulwa powinna już tkwić w doniczce, bo roślinie potrzebne jest wzmocnienie w postaci koktajlu z wody i składników odżywczych. Bulwę sadzimy dość głęboko, przykrywając ją co najmniej kilkoma centymetrami podłoża ponieważ korzenie zaczną wyrastać z jej górnej części. Wkrótce po tym, gdy kwiat uschnie, tuż obok niego zacznie wyłaniać się liść. Nie pęd, nie rozeta liści, ale jeden jedyny liść. Jego długi ogonek, podobnie jak trzonek kwiatu nakrapiany jest beżowymi plamkami. Początkowo przypomina harpun, bo cała powierzchnia blaszki liściowej jest ciasno zrolowana jak świąteczny makowiec. Kiedy osiągnie kilkadziesiąt centymetrów wysokości i przerośnie zasuszony kwiatostan, zacznie się rozwijać przybierając formę przedziwnego, awangardowego parasola. Trzeba wtedy roślinie zapewnić sporo światła, bo liść musi nakarmić bulwę na przyszły sezon. Stanowisko w pełnym słońcu nie będzie jednak najszczęśliwszym rozwiązaniem – w takim miejscu liść szybko zwiędnie a nawet ulegnie poparzeniom i zaschnie, a to byłoby prawdziwe nieszczęście. Najlepszym rozwiązaniem będzie więc miejsce półcieniste albo takie, gdzie słońce nie operuje przez cały dzień. Jeśli dodatkowo nie zapomnimy jej obficie podlewać, pałczycha będzie usatysfakcjonowana.




Sen Kasandry

Późnym latem nieuchronnie liść zacznie żółknąć i zasychać, kończąc pracowity sezon. Zaprzestajemy wtedy podlewania i pozwalamy ziemi przeschnąć. Wkrótce bulwę będzie można wyjąć i zobaczyć co jeszcze ciekawego dla nas przygotowała. Jeśli byliście grzeczni i sumiennie dbaliście o pałczychę, sprezentuje dla Was kilka małych bulwek, przyczepionych na bokach bulwy matecznej. Dzieciaki można oddzielić, a całą rodzinkę bulw oczyścić i położyć do snu w ciemnym i chłodnym miejscu. Maleństwa w kolejnym sezonie wypuszczą jedynie liście, a po raz pierwszy zakwitną po 2-3 latach. Podobnie jak mama, na pewno nie zapomną Was o tym fakcie stosownie do swoich możliwości poinformować. A te, jak wiemy, mają bardzo spektakularne.



Warto wiedzieć:

Pałczycha kroplista (Typhonium venosum) nazywana jest po angielsku Voodoo Lily lub Voodoo Bulb co zapewne związane jest z faktem, że w pozornie martwej bulwie drzemie uśpiony kwiat i wyłania się z niej niczym duch.

Roślinę rozmnaża się najłatwiej przez przybyszowe bulwy, chociaż można także wysiewać jej nasiona. Zawiązują się one po zapyleniu kwiatu, ale do tego potrzebne są co najmniej dwie rośliny i stado much. Wtedy, być może, doczekamy się jagód z nasionami. Nie miejcie jednak złudzeń – drobne owoce nie nadają się do jedzenia!

Pałczychę można podobno zimować w gruncie, ale ponieważ nie jest całkowicie mrozoodporna nie ryzykowałem, by sprawdzić jak sobie poradzi. Sądzę, że zimę jaką mieliśmy w tym roku mogłaby jednak przetrwać.

5 komentarzy:

  1. Słyszałam o niej, znajoma kiedyś hodowała i uparcie twierdziła, że kwiat nie może śmierdzieć aż tak mocno. Zmieniła zdanie jak zaczęło się przedstawienie, wówczas pod groźba rozwodu musiała wynieść kwiatek na strych dobrze zamknąć i uszczelnić drzwi. Muchy wywąchały pałczychę, a jakże:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kilka lat temu fotografowałem ten kwiat na opakowania . Była to najbardziej cuchnàca sesja

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziw nad dziwami, ale... no kurcze nie skuszę się :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupiłam tę roślinkę 18 lat temu jako księcia pustyni i kilka lat hodowałam w ogrodzie dla pięknych, dużych liści. Na zimę wykopywałam, ale młode bulwki, które przeoczyłam, kilka razy przezimowały. Niestety widokiem "kwiatu" nigdy oka nie nacieszyłam, bo nie tylko muchy dawały się nabrać na zapach. Mój cocker spaniel zawsze był szybszy ode mnie i ja mogłam podziwiać tylko wyplute przez niego szczątki. Pozdrawiam autora

    OdpowiedzUsuń
  5. Kupiłem na straganie w Amsterdamie. O dziwo-moje NIE śmierdzi!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...