czwartek, 30 stycznia 2014

Szalony Ogródek: nasiona faraona

Czy niewielkie, smoliście czarne nasiona były przysmakiem władców starożytnego Egiptu? Czy ryzykowali oni życiem gustując w takim pożywieniu?

W ostatnim, czwartym odcinku „Szalonego Ogródka” przenosimy się do gorącej Afryki i demaskujemy tajemnice fasolnika egipskiego.




 

W warunkach naszego (kapryśnie nam panującego ostatnio) klimatu, fasolnika egipskiego uprawia się głównie jako roślinę ozdobną. W swojej ojczyźnie, a jest nią prawdopodobnie środkowa Afryka, wykorzystana zostaje każda jego część na nieskończenie wiele sposobów. U nas co najwyżej nonszalancko pnie się po pergolach, przykuwając wzrok jasnopurpurowymi kwiatami i ani do warzywnika, ani do warzywniaka wstępu nie ma. Tylko dlaczego?


Fasolnik egipski (Lablab purpureus) lub inaczej: wspięga pospolita, nigdy nie zyskał wielkiej kulinarnej popularności na miarę innych warzyw strączkowych. NIGDZIE. To dość ciekawe, zwłaszcza że jest uprawiany w Afryce, na Madagaskarze, w Australii, w Ameryce Południowej i Środkowej, w południowej i południowo - wschodniej Azji i tyle z niego różnorakiego pożytku:

Zjada się gotowane młode strąki i czasami – liście oraz ugotowane dojrzałe nasiona, cała roślina może być paszą dla bydła: na siano i na kiszonki; zmielone liście wącha się przeciw bólom głowy, wykorzystuje się je również do wywołania porodu i na problemy żołądkowe, a zmielone z octem – przykłada na ukąszenia węży; napar z liści leczy anginę. Jako roślina motylkowa uprawiany jest dla poprawienia struktury i zasobności gleby w azot, jest polecany na poplon i na zielony nawóz...


Taka wszechstronna roślina, a jednak nie zawojowała wszechświata…?



 

Prawda: byli lepsi!

 

Kiedy należy się do tak zacnej rodziny – bobowatych – trzeba liczyć się z konkurencją. A konkurencja u bobowatych jest silna, liczna i apetyczna, o czym pisałem TUTAJ.

Fasolnik nie ma zbyt wielkich szans w porównaniu z bardziej wydajnymi i wartościowymi: fasolą, grochem, bobem i masą innych roślin strączkowych. Co wcale nie oznacza, ze jest zupełnie do niczego – ma swoje atuty i niejednego asa w rękawie:




  1. Jest jednym z najbardziej ozdobnych pnączy o motylkowych kwiatach. Tylko pachnący groszek mógłby z nim konkurować. Fasolnik egipski jednak zdobi znacznie dłużej niż krótkowieczny groszek i jest bardziej okazały i odporny na suszę. Jego ozdobą są nie tylko fioletowe kwiaty, ale także przebarwiające się na purpurowo strąki (nie u wszystkich odmian).
  2. Jego nasiona są jadalne: zarówno w postaci niedojrzałych strąków jak i wysuszone, po dojrzeniu.
  3. Jest BARDZO wytrzymały na upały, uśmiercić fasolnika to wręcz wyzwanie, zwykle wystarczają mu naturalne opady deszczu do wzrostu. Afrykańskie pochodzenie dużo mu w tym pomaga, podobnie jak sięgające do 2-óch metrów wgłąb ziemi korzenie.
  4. Może rosnąć na różnorodnej glebie, od lekko kwaśnej do lekko zasadowej (pH od 4,4 do 4,7), piaszczystej lub gliniastej. Najważniejsze, żeby nie była podmokła bo fasolnik tego nie znosi. On kocha słońce!
  5. Dojrzałe strąki wraz z szypułkami są bardzo ozdobne i można je wykorzystać do suchych kompozycji. To wręcz rodzinny ewenement!

Trujące nasiona?


Nasiona fasolnika bywają uważane za trujące i prawdopodobnie ta cecha odbiera mu większość fanów. Prawdą jest, że nie można ich spożywać na surowo, bo wtedy są trujące. Zielone strąki trzeba ugotować. Dojrzałe nasiona namoczyć na noc, a następnego dnia również ugotować, tak jak to się robi z każdą inną fasolą. Gotujemy bez przykrycia, a wodę po gotowaniu wylewamy. W czasie gotowania trujące glikozydy ulęgają unieszkodliwieniu i nie ma się czego bać. Ciągle nieprzekonani? Przecież surowe ziemniaki też są trujące, lecz czy koś się boi smacznych pyrek?



Nasion fasolnika egipskiego nie przestraszyła się także Dorota i na swoim blogu Kuchenne Szaleństwa dzielnie przygotowała królewskie danie:




Nasiona fasolnika mają smak zbliżony do fasoli, nieco twardawą łupinkę nawet po ugotowaniu, ale w każdym daniu będą błyszczeć jak egzotyczne czarne perły i wprowadzą efekt nie tylko zaciekawienia, ale też wyrafinowania.

Co warto wiedzieć o uprawie fasolnika?


Fasolnika wysiewamy wprost do gruntu w maju, po przymrozkach. Trzeba to zrobić jak najszybciej, ponieważ roślina zakwita relatywnie dość późno (u mnie dopiero w lipcu – sierpniu) i jeśli chcemy doczekać się nasion musimy im dać czas na dojrzenie. Nasiona szybko tracą zdolność kiełkowania, przechowywanie ich dłużej niż 2-3 lata nie ma sensu, bo niewiele z nich (lub żadne) nie wykiełkuje. 
Naturalnie, jak każde pnącze wymaga podpór - tyczek, płotków, murków; cokolwiek macie, fasolnik chętnie będzie się po tym wspinał. A kiedy zakwitnie, będzie obsypany masą jasnopurpurowych kwiatów...




To już ostatni odcinek "Szalonego Ogródka" czyli mini-cyklu, w którym bez-ogródek opowiadałem o tajemnicach niezwykłych warzyw, a Dorota szalała z nimi w kuchni podając dokładny przepis na dania z nich przygotowane.

W poprzednich odcinkach:



W pierwszym odcinku: topinambur i jego sekrety

W drugim odcinku: marchewkowy heavy metal
W trzecim odcinku: (niespo) dziane dynie

3 komentarze:

  1. Kto by pomyślał, że tak piękna roślina może posiadać tyle zalet oprócz oczywiście pięknego wyglądu. W tym roku myślę nad dodaniem nieco większej ilości kwiatów do mojego ogródka może i on u mnie zagości.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Z przyjemnością przeczytałam posty Szalonego Ogródka. Lubię eksperymentować na grządkach, tu myślę o fasolniku i topinamburze, bo dynie uprawiam od dawna i nawet przywiozłam ciekawe nasiona z UK:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nasiona fasolnika sa bardzo cenne...to najwieksze zrodlo deficytowego zynku
    ale trzeba je parokrotnie zagotowac i odlac...bez tego sa trujace.
    Patrz Wikipedia po angielsku..

    Liscie polecane sa do salaty lub jako szpinak.Prosze sprobowac i opisac
    jak to smakuje i wychodzi.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...